Dzieci - rozważania ogólne

Sprawy dotyczące zdrowia i życia naszych małych pociech
Ramzan Szimanow
Posty: 1903
Rejestracja: czw 27 sty 2022, 10:49
Kontakt:

wt 26 mar 2024, 18:51

BoldFold pisze:
wt 26 mar 2024, 10:11

Przypadek opisany zaś przez kolegę powyżej pokazuje jak nie rozmawiać i jak popełniać błędy wychowawcze z dziećmi, ale też pamiętajmy, że dziecko które pozornie jest zajęte swoimi sprawami koło nas gdy rozmawiamy chłonie naszą rozmowę jak gąbka. I zawsze zapamieta to czego nie powinno, no nie wiem, może to intonacja naszego głosu ma na to wpływ?
Tylko czy wyżej jest opisany błąd wychowawczy? Czy tylko zderzenie rzeczy w sumie normalnych z społeczeństwem pierdół?

Problem z dzieciakami jest taki że trzeba je jak najszybciej nauczyć co jest kwestią "domową" i nie powinno być mówione przy obcych.
Z kilkulatkiem może być ciężko. Zostaje obracanie sytuacji w żart i zwalenie winy na bujną wyobraźnie.
Ale starsze dziecko?
I po co to odcinanie dzieci od realiów świata z którymi i tak się zderzy.
Jak ze świadomością że duża część rówieśników takim odcinaniem i wyręczaniem została zmieniona w groteskowe lebiegi.
Niedawno słyszałem o 17 latku któremu matka obcina paznokcie...

Na co całe "przygotowania" taty/mamy jak nastoletnie potomstwo zamiast być potencjalnym wsparciem w gorszych czasach jest cały czas traktowane jak niezbyt bystre pięciolatki.
Co uczy ich bezradności.
Potem w tych "gorszych czasach" rodzica-przygotowanego złapie na ulicy ŻW w ramach łapanki "ochotników" na front, czy nawet mniej skrajny scenariusz choroby/kontuzji.
I zostaje druga połówka-bluszcz z nieogarniętymi dzieciakami i stertą gadżetów których nie potrafią użyć ani nawet sensownie przehandlować.
Szebora
Posty: 143
Rejestracja: śr 12 lip 2023, 12:31
Kontakt:

śr 27 mar 2024, 07:41

BoldFold pisze:
wt 26 mar 2024, 10:11
kol Szebora to jest temat, który mi chodzi od dłuższego czasu po głowie. Jest nas sporo, każdy z nas (jeśli chce) może w szkole bliskiej jego miejscu zamieszka nia zrobić szkolenie dzieciakom w plenerze. Tylko jak to od strony prawnej wygląda? Jak ze strony szkoły? Jak ze strony rodziców? Czy od razu odpuścić, bo ja choć jestem chętny do działania, to jednak święty spokój jest ważniejszy dla mnie...

Przypadek opisany zaś przez kolegę powyżej pokazuje jak nie rozmawiać i jak popełniać błędy wychowawcze z dziećmi, ale też pamiętajmy, że dziecko które pozornie jest zajęte swoimi sprawami koło nas gdy rozmawiamy chłonie naszą rozmowę jak gąbka. I zawsze zapamieta to czego nie powinno, no nie wiem, może to intonacja naszego głosu ma na to wpływ?
1. Nauczyciel posiadający uprawnienia do nauczania, może być hobbysta tańca np..
Może dać takie lekcje.
2. Osoba posiadająca uprawnienia z danej dziedziny - np tańca.

Warsztaty jednodniowe - pozwolenie dyrekcji, rady rodziców, rady nauczycieli.

Warsztaty wyjazdowe kilkudniowe - KO

Mam nadzieję że się nic nie zmieniło przez ostatnie 2 lata. Dopytam jeszcze dziś dyrekcję
BoldFold
Posty: 1461
Rejestracja: pt 07 wrz 2018, 18:14
Lokalizacja: Górny Śląsk
Kontakt:

śr 27 mar 2024, 09:43

Proszę nie czepiać się szczegółów, wiadomo że inaczej rozmawia się z kilkulatkiem a inaczej z nastolatkiem, chyba tego nikomu tłumaczyć nie trzeba? Z dziećmi rozmawiamy nie tak jak rodzice Morozowa w 1932 r w ZSRR, choć to w tym kierunku idzie i u nas.


Z tym, że już nie można wszystkiego zwalić na Żydów i cyklistów ;) to teraz na globalistów, którzy tak wychowali ostatnie pokolenia, że z nastolatkiem porozumienie jest niemożliwe, szczególnie tych nastolatków z wiekszych miast. Tak czy siak ssaki ucza poprzez naśladowanie i zerwanie więzi dziecko-rodzice odbywa się od najmłodszych lat, dlatego z nastolatkiem już kompletnie nie będzie kontaktu. On już z braku kontaktu z rodzicami od najmłodszych lat wytworzył sobie świat zastępczy, alternatywny, bez dostępu do tegoż świata rodziców.

Ciekawe jakie uprawnienia powinien mieć gość, aby nauczyć rozpalania ognia? Trochę po bandzie pojadę, ale wzorce nauki OC od szkoły podstawowej to od Rosjan powinniśmy ściągnąć.
Zacznij tam, gdzie jesteś.
Użyj tego, co masz.
Zrób wszystko, co tylko chcesz...
Ramzan Szimanow
Posty: 1903
Rejestracja: czw 27 sty 2022, 10:49
Kontakt:

czw 28 mar 2024, 00:27

BoldFold pisze:
śr 27 mar 2024, 09:43
Tak czy siak ssaki ucza poprzez naśladowanie i zerwanie więzi dziecko-rodzice odbywa się od najmłodszych lat, dlatego z nastolatkiem już kompletnie nie będzie kontaktu. On już z braku kontaktu z rodzicami od najmłodszych lat wytworzył sobie świat zastępczy, alternatywny, bez dostępu do tegoż świata rodziców.
I potem, przy takiej kryzysowej sytuacji jak to będzie wyglądać?
Przy nastolatku który miał marny kontakt z rodzicami bo zaniedbywali to od samego początku.
A do tego brak prądu i zasięgu odciął go od lajkowych strzałów endorfiny i ma zespół odstawienia.

Dlatego trzeba walczyć by kontakt z dzieckiem był, i przekazywać mu prawidłowe wzorce.
Nawet jak oznacza to mniej pieniędzy na gadżety bo nie siedzi się w pracy po godzinach.
Maleje szansa na wyhodowanie Pawlika Morozowa czy po prostu nastoletniego balastu któremu trzeba podcierać nosek jak kilkuletniemu dziecku.
BoldFold
Posty: 1461
Rejestracja: pt 07 wrz 2018, 18:14
Lokalizacja: Górny Śląsk
Kontakt:

czw 28 mar 2024, 09:27

W stu procentach się zgadzam, nawet bym dodał, że tego typu ludzie już wchodzą powoli w wiek średni. Ja mam też takie czasami dodatkowe zajęcie, że pomagam w wyborze i pierwszych kontaktach nowo zatrudnionemu w firmie. Nie wygląda to dobrze, ani szkoła, ani licencjat, ani studia, nic nie pomaga na spaczony umysł, niby wiedza jest, ale zasady postępowania, logika, otwarty umysł, empatia, zasady współżycia w pracy, itd, to wszystko leży i kwiczy. Obojętne chłopak, dziewczyna, najpierw najtrudniejsze, czyli rozstanie ze smerfonem, no to jest tragedia jak obserwuję w niektórych przypadkach i takie też mieliśmy, że dochodziło do porzucenia pracy... Potem etap następny czyli nauka że pracodawca płaci za pracę, a zespół należy szanować, wspierać i wspólnie pracujemy dla naszego dobra-wypłaty, a role zostały rozdzielone. Mam wrażenie, że szkoła uczy oprócz wiedzy jeszcze egoizmu i to powoduje trudności w normalnym funkcjonowaniu bo nagle okazuje się, że w pracy ważne jest aby wszyscy mieli (najlepiej) 6 a nie tylko jedna osoba, co w szkole jest normą.
Zacznij tam, gdzie jesteś.
Użyj tego, co masz.
Zrób wszystko, co tylko chcesz...
Saracen
Posty: 149
Rejestracja: ndz 29 sty 2023, 15:45
Kontakt:

pt 29 mar 2024, 17:24

Co do tematu nauki dzieci w szkole różnych sztuk. Czy to chodzi o rozpoznawanie roślin czy rozpalanie ognia. Dzieci na pewno by z ogromnym zachwytem słuchały i oglądały co im tłumaczymy i pokazujemy. Na pewno by im się to przydało. Ale.... Jedno podwinięcie nogi i mamy przesrane. Wystarczy że taki dzieciak coś kiedyś zje na łące i mu to zaszkodzi. Albo mały się poparzy przy rozpalaniu ogniska z kolegami. Wszyscy wtedy zrzuca winę na tego co ich tego uczył. Od razu się zacznie wieszanie psów, sprawy sądowe, kurator, prokurator i co tam jeszcze. A i na pewno rodzice poszkodowanego nie zapomna ściągnąć z nas odszkodowania ile tylko się będzie dało.
Dopiero co dziś w radiu mówili że na grupę dzieci spadł konar gdy w lesie spacerowali z nauczycielką. Nic się nikomu prawie nic nie stało, drobne potłuczenia i zadrapania. Ale prokurator już działa, nauczycielkę pewnie za chwilę zawiesza. Niestety, czasu są tak do dupy że strach nawet próbować cokolwiek działać bo w razie czego zlinczują bez mrugnięcia okiem.
Nieznajoma
Posty: 4
Rejestracja: pn 29 kwie 2024, 15:41
Kontakt:

pt 10 maja 2024, 13:38

Szebora pisze:
pn 05 lut 2024, 19:30
Czytałam kiedyś fajna książkę.. Jak babeczki radziły sobie w trakcie wojny z dzieciakami..

W temacie pieluch.. Na pieluchy rwaly wszystko.. Włącznie z zasłonami..
Jakiś to trop w razie "w"

Inne pomysły z książki :
Głodny dzieciak =ryczacy=głośny..

Nie było mleka.. Mąka z cukrem zapchała żołądek..

Masa pomysłów tam była..

Dziewczyny z powstania
Słuchając opowieści o wychowaniu dzieci sposobami naszych prababć i babć, często włosy się jeżą na głowie teraźniejszym kobietom (oczywiście z przymrużeniem oka ;))
Moja babcia miała siedmioro pociech z roczną lub dwuletnią przerwą (w tym mój ojciec), 10 krów i hektary pola do uprawiania. Zawsze opowiadała, że jak byli bobasami to wcześnie rano były napojone mlekiem prosto od krowy (wydojonym przez babcię osobiście), przebrani (pieluchy i te sprawy) i całą gromadką wpakowani do wielkie drewnianego łóżeczka. Zostawali tam sami do późnych godzin popołudniowych. Zazwyczaj babcia wracała z pola koło godz. 17.00 i dopiero wtedy mogła się zająć dziećmi. Nie wyobrażam sobie nawet, w jakim stanie je zawsze zastała. Siódemka głodnych, brudnych i zmęczonych z płaczu dziecin. Ale kiedyś to było normalne! Były ważniejsze sprawy niż wychowanie dzieci - maluchy wychowywały się same...W dzisiejszych czasach taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca...dzisiaj takie coś jest karalne...Zresztą jako matka dwójki dzieci, nie wyobrażam sobie, żeby takie bąble zostawić same nawet na pół godziny....
A jednak - nigdy nic się nie stało! Nikt nigdy nie był skrzywdzony, dzieci wyrosły zdrowe i szczęśliwe...Dyscyplina, rygor i mniejszy brak zainteresowania ze strony rodziców, nie zabrał im dzieciństwa...dziwne to były czasy...ale czy złe?
Szebora
Posty: 143
Rejestracja: śr 12 lip 2023, 12:31
Kontakt:

sob 11 maja 2024, 09:31

Nieznajoma pisze:
pt 10 maja 2024, 13:38
Szebora pisze:
pn 05 lut 2024, 19:30
Czytałam kiedyś fajna książkę.. Jak babeczki radziły sobie w trakcie wojny z dzieciakami..

W temacie pieluch.. Na pieluchy rwaly wszystko.. Włącznie z zasłonami..
Jakiś to trop w razie "w"

Inne pomysły z książki :
Głodny dzieciak =ryczacy=głośny..

Nie było mleka.. Mąka z cukrem zapchała żołądek..

Masa pomysłów tam była..

Dziewczyny z powstania
Słuchając opowieści o wychowaniu dzieci sposobami naszych prababć i babć, często włosy się jeżą na głowie teraźniejszym kobietom (oczywiście z przymrużeniem oka ;))
Moja babcia miała siedmioro pociech z roczną lub dwuletnią przerwą (w tym mój ojciec), 10 krów i hektary pola do uprawiania. Zawsze opowiadała, że jak byli bobasami to wcześnie rano były napojone mlekiem prosto od krowy (wydojonym przez babcię osobiście), przebrani (pieluchy i te sprawy) i całą gromadką wpakowani do wielkie drewnianego łóżeczka. Zostawali tam sami do późnych godzin popołudniowych. Zazwyczaj babcia wracała z pola koło godz. 17.00 i dopiero wtedy mogła się zająć dziećmi. Nie wyobrażam sobie nawet, w jakim stanie je zawsze zastała. Siódemka głodnych, brudnych i zmęczonych z płaczu dziecin. Ale kiedyś to było normalne! Były ważniejsze sprawy niż wychowanie dzieci - maluchy wychowywały się same...W dzisiejszych czasach taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca...dzisiaj takie coś jest karalne...Zresztą jako matka dwójki dzieci, nie wyobrażam sobie, żeby takie bąble zostawić same nawet na pół godziny....
A jednak - nigdy nic się nie stało! Nikt nigdy nie był skrzywdzony, dzieci wyrosły zdrowe i szczęśliwe...Dyscyplina, rygor i mniejszy brak zainteresowania ze strony rodziców, nie zabrał im dzieciństwa...dziwne to były czasy...ale czy złe?
Babcia miała 12ke rodzeństwa.
Czyli było ich 13.
Rodzice pracowali w polu. Najstarsze dzieci również. Starsze zajmowaly się najmlodszymi.

Babcia miała 5ke dzieci. Najmłodsze miało niecały roczek kiedy została samotna matka. 3ka skończyła studia.
Pracowała w polu, od 4 rano. Na 8 do pracy zarobkowej. Nocami szyła na maszynie, żeby sprzedać ubrania. Ubrać własne dzieci.
Ta dziwna maszynę pamiętam do dziś..

Bardzo długo stała w domu, jako "pomnik" matki polki..

Kiedy ona spala.. Do dziś nie umiem sobie wyobrazić.. I podziwiam tamtych ludzi..
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dzieci”