mar_kow pisze: sob 06 wrz 2025, 22:21
Jagna pisze: sob 06 wrz 2025, 16:27
[...]
"Pudełko nicości", cudowne, wiem, jak się objawia, choć odnoszę wrażenie, że jest to cecha coraz bardziej w zaniku
[...]
Takie "Pudełeczko" jak na razie dla większości jest zupełnie niepotrzebne. Jesteśmy zaopatrzeni w podstawowe potrzeby życiowe, gonimy za króliczkiem marząc o tym czego nie mamy, nie zagraża nam fizycznie żadne niebezpieczeństwo więc więc głównym problemem może być tylko rutyna i zmęczenie.
Pomijając głęboki stres i problemy psychiczne.
Niektóre problemy które uważamy za psychiczne mają podłoże typowego braku odporności psychicznej. Jak mówi przysłowie złe czasy rodzą silnych ludzi, dobre słabych...
Umiejętność tworzenia "Pudełeczka" stanowi o inteligencji i odporności psychofizycznej. Pamiętając swoje bojowe misje gdzie istnieje ciągłość zagrożenia życia główną odskocznią było celebrowanie chwili spokoju i "nic nie robienia". Każdy coś tam miał - jeden książkę, inny podlewał pomidory w zorganizowanym na skrawku piasku ogródku.
"Pudełeczko" stanowiło też swojego rodzaju pułapkę - potrafiło uwięzić delikwenta w swoich bezpiecznych ścianach... Wracał z orzeczeniem PTSD...
Temat rzeka - jeszcze sporo psychologów obroni swoje prace doktoranckie...
Dokładnie tak jest, jak piszesz. Choć sama nie mam doswiadczeń z pola walki, to bardzo dobrze znam dwóch wojskowych po misjach i każdego z nich to doświadczenie zmieniło. Jeden poszedł w niezaradność życiową, zasłaniajac się PTSD, ekstremalną formę religijnosci, nauczył się łaciny i inne możliwe odwracacze uwagi. Drugi znowu w trakcie misji w Afganie przygarnął psa i, korzystając z wysokiego stopnia oficerskiego, jakimś cudem przemycił zwierzaka do Polski. Po czym, już na emeryturze, zajął się psimi weteranami, choć przed misjami jakos się wogóle nie palił do zwierząt. Więc z grubsza wiem, o czym piszesz.
Jako, że nie walczyłam z nikim nigdy o życie, choć właściwie nie jestem tego do końca pewna, to przeżyłam wydarzenie, które spowodowało u mnie PTSD, nie wyszłam z tego bez szwanku, ale obroniłam się na tyle, na ile mogłam. Od tego czasu coś i we mnie się zmieniło, dzięki psychoterapii wiem, że najczęściej moją reakcją na zagrożenie czy to mojego życia, czy kogoś z moich bliskich jest absolutna zadaniowość z wyłaczeniem emocji. Czyli, naukowo rzecz ujmując, mój pień mózgu wraz układem współczulnym generują reakcję "walcz", inne możliwe to ucieczka i zamrożenie. I właśnie te trzy możliwe reakcje, trudno przewidzieć w realiach dzisiejszego, wygodnego świata. Można być świetnie przygotowanym do walki w swoim mniemaniu, natomiast prawdziwy test bojowy może przynieść niespodziewaną dla samego siebie reakcję psychiczną. Sama nie jestem pewna swoich, bo w różnych sytuacjach mogą być krańcowo odmienne. Kończąc ten neurologiczno-psychologuczny elaborat, mogę stwierdzić, że "pudełko" jest bardzo ważnym elementem przetrwania, bez niego można się łatwo pogubić we własnych myślach. Sytuacja zagrożenia życia jest w zasadzie czymś obcym dla przeciętnego Polaka, póki co. Dlatego warto wcześniej obczaić różne możliwości spędzania, nazwijmy to, wolnego czasu w czasie kryzysu, aby móc solidnie odreagować. Nawet podlewając pomidory.
Pozdrawiam, Jagna