@Pietrow uprzedziłeś mnie z tą sodą i jajkiem. XD
Wiecie fajnie, że mamy różne podejścia do tego wszystkiego i różne punkty widzenia. Sprawia to, że możemy się czegoś od siebie uczyć i nikt nie wchodzi drugiemu przy pomocy wazelinki w miejsce po którym może chodzić kraczato później. Kiedy wymieniamy się wiedzą na tym forum, robimy to z reguły w sytuacjach gdzie sami ją sprawdziliśmy. Pracujemy w przydomowym ogródku, wiemy jakiego nawozu użyć, lub jakiego też zrobić domowym sposobem aby odżywił rośliny. Gdy wychodzimy na wypady terenowe, wiemy co zrobić kiedy zaskoczy nas nagła zmiana pogody. Podczas przygotowywania zapasów, wiemy w jaki sposób pasteryzować mięso, czy warzywa by wytrzymały jak najdłużej. Tych wiemy jest jeszcze cała masa. Ale wiemy to, bo sprawdziliśmy to. Jesteśmy namacalnym zródłem wiedzy i życiowych patentów, gdyż stosujemy je i możemy z całą pewnością powiedzieć - TAK! TYM NOŻEM OTWORZYSZ CZOŁG JAK PUSZKĘ KONSERWY. W przypadku sytuacji związanej z atakiem nuklearnym mamy tylko hipotezy. Kiedy temat poruszony został i w sumie ścieramy się już 6-stą stronę tego wątku, ruszyłem na poszukiwania. Odwiedziłem ludzi i znajomych, którzy mają Nam zapewnić bezpieczeństwo w momencie właśnie takiej katastrofy - i w ich przypadku także jest to wiedza teoretyczna. Nie żyjemy w Rosji, zatem nie wyślemy człowieka w skażone miejsce jako królika doświadczalnego, by później zamknąć go i sprawdzać które rozwiązania działają, a które nie. O wodzie z mydłem dowiadujemy się od starych wojaków (bez urazy do nikogo) i z sieci głównie. "Nowy narybek" powie Ci, że "staży" używali tej metody bo innej nie znano, gdyż rozwiązania w armii są zacofane. Dziś na wyposażeniu dla żołnierzy pracujących w terenie jest indywidualny zestaw do oczyszczania skażeń chemicznych i radiologicznych o nazwie IPLS-1. Jest tam ściereczka, rękawica, maść, proszek do wcierania i nikt nie zna składu tych substancji poza producentem, a produkuje te zestawy, lub dostarcza POCH SA z Gliwic. Jasne są to rozwiązania niedostępne na rynek cywilny, nam pozostaje łatwić sobie wyposażenie tego typu przez znajomości tylko. Zatem każda dodatkowo zdobyta wiedza jest na wagę złota.
Kiedy poruszamy przykłady z książek których sami nie testowaliśmy, najczęściej używamy zwrotu - "autor" w swoich książkach pisze... Czy w przypadku wody z mocno pieniącym się mydlem możemy podać źródło z którego jasno wynika, że autor stosował to rozwiązanie, żyje i ma się świetnie? Jedno żródło - Masz tutaj Bow, zobacz! Byli, myli się w tym i nic im nie jest, potwierdzają że działa - i sytuacja będzie prosta, napewno zapoznam się z treścią, bo mnie też to ciekawi. Jednakże póki co, rozbijamy się tylko o mydlaną i mocno pieniącą hipotezę popartą zasadą "lepszy rydz, niż nic". Dlatego wciąż jestem zdania, że zamiast zabawy w mydło, lepiej wydać 35 - 50 zł, kupić kombinezon jednorazowy i w momencie zagrożenia spierdzielać nie oglądając się za sobą. Jesteśmy przygotowani, nie ryzykanci. W sytuacji zagrożenia mamy robić wszystko by przetrwać, w tym także zapewnić sobie bezpieczne miejsce, nie biegać z gołym księżycem po zonie, po czym wrócić do domu i wziąć prysznic jakby nigdy nic, by kolejnego dnia kolejną rundkę zrobić.
Takie jest moje zdanie.
Do czyszczenia srebrnych łyżeczek używam popiołu z pieca.
