Strona 8 z 8

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: sob 22 lis 2025, 21:05
autor: Ramzan Szimanow
Za Slav Operator https://www.facebook.com/share/p/16YAwAgsmb/

,,OBRAŻENIA

Cześć 💪

Jest weekend, więc na szybko.
Ukraińskie dane dotyczące lokacji obrażeń

Kończyny dolne: 52,4%
Kończyny górne: 17,3%
Brzuch: 8%
Klatka piersiowa: 10,1%
Głowa: 12,2%
Oparzenia: 2,9%

50% rannych - lekkie rany
2% — bardzo ciężkie
48% — średnie i ciężkie rany

Wnioski nasuwają się same."

W komentarzach ktoś rzucił pomysł że jeśli ta statystyka nie jest ,,błędem przeżywalności" to zaraz mogą pojawić się kevlarowe fartuchy przeciwodłamkowe chroniące biodra i uda.
Podobne z wyglądu do kasazuri i haidate w zbrojach dawnych samurajów.
Podobno Rosjanie eksperymentują teraz z takimi ,,bojowymi spódnicami" i doczepianymi do hełmów kevlarowymi nakarczkami.

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: ndz 23 lis 2025, 13:23
autor: Ramzan Szimanow
Za tvp info
https://www.tvp.info/90142453/wojna-na- ... XkIcKCr7Yg

,,Jeszcze do niedawna obrazy z frontu w Ukrainie przywodziły skojarzenia z I wojną światową. Równoległe pasy okopów, zasieki, umocnienia i bijąca z oddali artyleria. „Wojna ma charakter pozycyjny” – donosiły media, co rusz opisując wyniszczające ataki Rosjan, które w najlepszym razie przesuwały front o kilka kilometrów w skali roku.
Dziś nadal „niewiele się dzieje” – obszar objęty walkami z grubsza pozostaje ten sam – ale sytuacja na polu bitwy drastycznie się zmieniła. I ta zmiana wymusza szeregi innych, adaptacyjnych strategii.


Na wielu odcinkach nie ma już wyraźnie wytyczonych pozycji zachowujących ciągłość i nieprzecinających się z liniami wroga. 
Front stał się szeroką na kilkanaście kilometrów „strefą śmierci”, gdzie liczące po kilkunastu-kilkudziesięciu żołnierzy grupy są porozrzucane często w przypadkowy sposób – jedne pododdziały są bliżej, inne dalej od swoich, bywa, że od zaplecza oddzielają je wrogie ugrupowania.
Krańce tej strefy wyznaczają zasięgi dronów – w ostatnim czasie przede wszystkim maszyn sterowanych światłowodem.
To one decydują tu o wszystkim, kontrolując wszelkie ruchy przeciwnika. 
W takich warunkach – pełnej lub częściowej izolacji – żołnierze trwają nawet tygodniami. 
Niektórych nigdy nie udaje się uratować z odcięcia.


Umiejętność racjonowania


Ów stan nie tylko utrudnia wyrysowanie pozycji, zasięgów, zdobyczy, w sumie to najmniejsze zmartwienie sztabowców.
Większym jest koszmar logistyczny.
W klasycznym modelu ciężarówki z zaopatrzeniem docierały do przyfrontowych hubów, skąd towar – mniejszymi pojazdami czy ostatecznie na plecach żołnierzy – trafiał do okopów.
Dziś ten schemat jest w dużej mierze nieaktualny.
Oddziały funkcjonujące w izolacji, rozproszone na kilkunastu kilometrach „strefy śmierci”, nie mają bezpiecznych dróg zaopatrzenia.
Każdy transport naziemny jest natychmiast wykrywany przez drony przeciwnika i narażony na ostrzał.
W efekcie kolumny logistyczne praktycznie zniknęły z krajobrazu frontu.
W ich miejsce pojawiły się bezzałogowce – to nimi dostarcza się amunicję, żywność, wodę, lekarstwa.
Na drony zaopatrzeniowe czyhają inne bezpilotowce, lecz mimo wszystko łatwiej im przedrzeć się niż wozom na lądzie.


Małe quadcoptery przenoszą paczki o wadze kilku kilogramów.
Większe konstrukcje potrafią dostarczyć skrzynki amunicji czy medykamentów.
To wciąż znacznie mniejsze możliwości niż ciężarówek czy choćby quadów, które należy kompensować masowym zastosowanie dronów. A z tym bywa różnie...



W efekcie każdy oddział musi być przygotowany do funkcjonowania w realiach niedoboru. Lokalni dowódcy, nie mogąc liczyć na regularne dostawy, planują w kategoriach „co uda się przerzucić dronem” i „co można zdobyć na miejscu”.
Koniecznością stają się zaimprowizowane punkty zaopatrzenia – w piwnicach, jamach, gdziekolwiek się stacjonuje i da się coś zachomikować. 
Do rangi kluczowych kompetencji urasta umiejętność racjonowania żywności i amunicji.


Tyle na poziomie taktycznym – na bardziej ogólnym, operacyjnym i strategicznym, brak stabilnych linii zaopatrzenia oznacza, że każda większa operacja ofensywna czy obronna jest ryzykowna.
Brak pewności dostaw ogranicza tempo działań i wymusza ostrożność, co de facto konserwuje statyczny charakter frontu, nawet jeśli jest on znacząco szerszy niż kiedyś.


Triumfalny powrót… gangreny


Zmiana charakteru frontu dramatycznie wpłynęła na funkcjonowanie wojskowej służby zdrowia.
W „typowych” warunkach okopowych ranny żołnierz miał szansę na stosunkowo szybką ewakuację – sanitariusze wynosili go z linii, a transport naziemny kierował do polowego szpitala (ewentualnie wcześniej „zahaczając” o punkt stabilizacji).
Dziś ten schemat jest w dużej mierze niemożliwy.
W „strefie śmierci” także ruch pojazdów medycznych – i samych medyków – jest natychmiast wykrywany przez drony, a zapisy prawa humanitarnego w rosyjskiej wojnie z Ukrainą niestety nie obowiązują.
Próby ewakuacji często kończą się stratami wśród ratowników. 
Bywa, że poszkodowani pozostają w miejscach, w których ich raniono, jeśli mają więcej szczęścia, trafiają do schronów i piwnic.
W każdym razie z dala od profesjonalnej pomocy medycznej – i tak przez wiele godzin, nawet dni.


Wojsko próbuje sobie radzić. 
Transport rannych odbywa się nocą, czasem z wykorzystaniem autonomicznych pojazdów.
Drony dostarczają leki i medykamenty, zaimprowizowane punkty chirurgiczne powstają coraz bliżej „zerówki”.
Lekarze próbują w nich ratować życie w warunkach dalekich od sterylnych, narażając się przy tym bardziej niż do tej pory.
A i tak, mimo tych wysiłków, wielu żołnierzy umiera, także z powodu powikłań.


Najbardziej dramatycznym skutkiem opóźnień w ewakuacji jest powrót zgorzeli gazowej, gangreny – choroby znanej z okopów I wojny światowej.


Bakterie Clostridium rozwijają się w głębokich ranach postrzałowych, gdy tkanki pozostają niedotlenione.
W normalnych warunkach szybka operacja usuwa zagrożenie, ale długotrwały brak interwencji sprzyja infekcji, co w najlepszym razie oznacza konieczność amputacji zranionej ręki czy nogi.


Czytaj także: USA przedstawiły Ukrainie plan kapitulacji. „Stracimy godność albo sojusznika”

Tylko u nas „Twierdza Ukraina” to nie fanaberia, a konieczność. Także z perspektywy Polski

Ukraińska armia próbuje zaradzić tym problemom, zmieniając system szkolenia medycznego.
Model docelowy – do którego wciąż daleko – to sytuacja, w której każdy żołnierz będzie potencjalnym ratownikiem.
Umiejętność tamowania krwotoków, stosowania opasek uciskowych czy igłowej dekompresji klatki piersiowej to już niewystarczająca podstawa. 
Żołnierze muszą być przygotowywani do improwizowanych amputacji, by ratować życie towarzyszy.


Perspektywa zranienia zawsze jest obciążeniem psychicznym – ale jeśli żołnierz traci wiarę, że w razie potrzeby otrzyma pomoc, owo obciążenie staje się trudne do zniesienia.
I wprost przekłada się na zdolność i gotowość do walki.


Ponadnormatywne straty


To, co dzieje się w „strefie śmierci”, wymusza transformację sposobu prowadzenia walki i organizacji dowodzenia.
To już nie jest wojna, w której dowódcy batalionów i brygad mają w miarę jasny obraz sytuacji w strefie swojej odpowiedzialności. 
To konflikt, w którym małe grupy żołnierzy muszą działać samodzielnie, często w izolacji, a decyzje zapadają na poziomie drużyn i sekcji, w oparciu o szczątkowe, „lokalne” informacje.
W wojsku, które działa w takich okolicznościach, nie sprawdzi się koncepcja „niemyślących bagnetów”. Inicjatywą i improwizacją muszą wykazywać się żołnierze na najniższym szczeblu – inaczej nie przeżyją.


Wszechobecność dronów i systemów zakłócania utrudnia komunikację, wymusza pogodzenie się z realiami ciszy radiowej. Sprawia, że obrona polega na ciągłym maskowaniu się, unikaniu wykrycia.
Natarcie z kolei wymaga synchronizacji wielu małych grup, które muszą działać równolegle, ale bez pewności wzajemnego wsparcia. Dlaczego małych?
Bo każdy ruch jest ryzykowny, bo drony przeciwnika natychmiast wykrywają koncentrację większych sił.



Wymiar operacyjny?
Dowódcy wyższego szczebla tracą możliwość bezpośredniego kontrolowania działań – muszą polegać na raportach i fragmentarycznych danych. 
Wzrasta znaczenie elastyczności i zdolności adaptacji.
Armia musi szkolić żołnierzy do samodzielnego podejmowania decyzji, co zmienia kulturę wojskową – z hierarchicznej na bardziej autonomiczną.
Wojsko ukraińskie wciąż się zmienia, jednak spora jego część nadal nie potrafi zerwać z sowieckim dziedzictwem skrajnej hierarchiczności i bierności żołnierskich „dołów”.
W realiach „strefy śmierci” przekłada się to na ponadnormatywne straty.


Zbiory skończone


Wojna w Ukrainie to nie tylko starcie technologii i taktyki, ale też nieustanna próba odporności psychicznej żołnierzy. 
Ci funkcjonują w poczuciu, że każdy ich ruch jest obserwowany.
Drony przeciwnika unoszą się nad „strefą śmierci” niemal bez przerwy, rejestrując każdy krok, każdy transport, każdy sygnał.
To rodzi wrażenie permanentnej kontroli i braku prywatności.
Nawet chwile odpoczynku obciążone są świadomością, że „oko” przeciwnika może być tuż nad głową.
A że pod „okiem” zwykle podwieszony jest półkilowy ładunek termobaryczny, nie sposób uniknąć chronicznego stresu, który z czasem prowadzi do wyczerpania psychicznego.


Oddziały odcięte od zaplecza potrafią tak funkcjonować tygodniami, a brak fizycznego kontaktu z innymi jednostkami i cywilnym światem potęguje poczucie osamotnienia.
Tym bardziej, że czas w takich warunkach płynie inaczej – zwykle dłuży się niemiłosiernie.
A to sprzyja narastaniu frustracji i poczuciu bezsensu. 
Dodajmy do tego „traumę medyczną”, wynikającą ze świadomości spadku współczynnika przeżywalności – i mamy mocny pakiet czynników, które podkopują morale.


Armia próbuje przeciwdziałać negatywnym zjawiskom. Rotacja oddziałów – choć utrudniona – pozwala na zmniejszenie obciążenia psychicznego.
Mnożą się programy wsparcia psychologicznego, także w formie szybkich interwencji blisko frontu.
Ale faktem jest, że wojsko ukraińskie – jako całość – jest potwornie zmęczone. 
Doraźne interwencje i ograniczona wymiana personelu tego nie zmienią.
Tu trzeba końca wojny.



Końca konfliktu, który stał się hybrydą nowoczesności i archaiczności.
Wszak z jednej strony mamy drony, systemy zakłócania i wojnę sieciową.
Z drugiej – amputacje w polowych schronach i choroby, które wróciły po dekadach nieobecności.
Wynik tego starcia zależy od zdolności adaptacji, improwizacji i odporności psychicznej – ale te zasoby nie są zbiorami nieskończonymi…"

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: pn 24 lis 2025, 20:13
autor: Ramzan Szimanow
Za Slav Operator
https://www.facebook.com/share/p/14QMTFqVsja/

,,PRZYGOTOWANIE

Cześć💪

Poniżej przeklejam tłumaczenie (AI) tekstu wziętego z rosyjkiego kanału na telegramie.
Kilka krótkich zdań, które wskazują czego brakuje kontraktorom/rekrutom/ochotnikom, którzy trafiają na front.

Tekst pomimo, że dotyczy Rosjan to w kilku miejscach dobrze wpisuje się w naszą, polską strzelcką rzeczywistość.
Wiele z wymienionych tutaj grzechów można też przypisać naszym strzelcom, nawet tym z "taktycznym" zacięciem.

Era spokoju się skończyła.
Historia możne nam powiedzieć "sprawdzam", zatem warto być przygotowanym.
System państwowy nie da nam pełnego spektrum przeszkolenia.
Nie będzie na to czasu, sił ani środków.

Czasy wymagają abyśmy byli świadomymi i kompetentynmi strzelcami ale też obywatelami.

Słyszałem kiedyś takie stwierdzenie, dość proste ale brutalne w przekazie:
"Trenuj albo giń".

Zapraszam do szybkiej lektury, dyskusji i wyciągnięcia wniosków 💪

Tekst:
"Szturm to profesjonalna praca, gdzie najmniejszy błąd może być fatalny.
Teraz omawiamy wszystkie kluczowe błędy, które najczęściej pojawiają się w piechotnych grupach szturmowych.

Mówimy wprost, aby przeżyli ci, którzy dziś przygotowują się do pójścia naprzód.

🚩Główny błąd — brak bazy fizycznej
To fundament. 90% nowicjuszy przecenia siebie. Człowiek może dobrze strzelać, znać teorię, ale jeśli nie potrafi przebiec 300 metrów z obciążeniem bez zwymiotowania — to problem.
W pancerzu oddycha się ciężej.
Sprzęt uciska, obtarcia, rani ramiona.
W boju — przypływ adrenaliny, serce bije jak młot.
Podczas szturmu ruch jest ciągły: szarża, upadek, podniesienie się, praca, zmiana pozycji.
Jeśli organizm nie jest gotowy — mózg się wyłącza, technika się rozpada, uwaga spada.
A szturm to miejsce, gdzie utrata koncentracji to śmierć 🏴‍☠️

🚩Brak bazy strzeleckiej jako systemu
Strzelać „umie” prawie każdy.
Ale strzelać, gdy do ciebie strzelają — nieliczni.

Typowe błędy: „postawa myśliwska”,
praca tylko na stojąco, zerowa strzelba zza osłon. Wolna zmiana magazynka.
Człowiek nie potrafi strzelać po wysiłku fizycznym.
Nie potrafi pracować krótkimi seriami.
Nie potrafią usuwać zacięć.

🚩 Całkowity brak zrozumienia, czym jest taktyka szturmowa
Szturm to nie „po prostu poszliśmy”.

Błędy tutaj są krytyczne:
Brak zrozumienia kątów i stref sektora.
Brak podziału ról: prowadzący, osłona, granatnik, medyk.
Grupa nie potrafi się poruszać.
Utrata orientacji w budynku, okopie, zalesieniu. Nikt nie myśli o flankach.
Brak planu odwrotu, jeśli coś pójdzie nie tak.
Szturm to matematyka!

🚩 Nieprawidłowa praca z granatami

Granat w szturmie to jedno z najważniejszych narzędzi. Ale wielu nie potrafi go prawidłowo używać.

Częste błędy:
Rzut „z ładnej postawy” zamiast niskiej, ukrytej. Zły kontrola dystansu: albo za krótko, albo za daleko.
Brak zrozumienia czasu lotu.
Rzut zza rogu z odsłoniętym całym korpusem. Zbyt późny rzut — gdy wróg już na ciebie patrzy.
Granat musi zadziałać zanim pojawisz się w polu widzenia wroga, a nie po tym.

🚩 Ignorowanie medycyny: błąd, który zabija częściej niż kula.

Tu wszystko proste: krwotok zabija szybciej niż wróg.
I najgorsze — człowiek, który nie potrafi pracować z medycyną, staje się zagrożeniem dla całej grupy.

Problemy: Nie potrafią założyć opaski uciskowej jedną ręką na sobie.
Nie wiedzą, gdzie założyć opaskę, a gdzie opatrunek uciskowy.
Boją się działać przy ranach pod ogniem.
Nie potrafią ewakuować rannego.
Nie trenują w ekwipunku: na ćwiczeniach wszystko ładnie, w pancerzu — porażki.

🚩 Niewłaściwa organizacja ekwipunku

To ogromny problem.
Ludzie ALBO ładują na siebie wszystko: ładownice, ładownice na ładownice, niepotrzebne torby, liny, zbędne magazynki, 3 litry wody, 5 portfeli…
Płyta wisząca poniżej splotu słonecznego — bezużyteczna.
Magazynki w różnych miejscach — przeładowanie trwa wieczność.
Apteczka tam, gdzie nawet towarzysz nie sięgnie.
Granat haczy się o gałęzie lub wypada przy wyjmowaniu.
ALBO — przyjeżdżają bez niczego i kupują w ŁRL u handlarzy po trzykrotnie zawyżonej cenie, a wszystko psuje się po trzecim przejściu przez okop.

Sprzęt powinien być jak narzędzie chirurga: tylko to, co potrzebne, ściśle na swoich miejscach.

🚩 Brak przygotowania moralno-psychologicznego
To coś, czego nie da się wytrenować na strzelnicy.
Niemożność podejmowania decyzji w chaosie. Utrata kontroli nad oddechem.
Agresja prowadząca do błędów.

Prawdziwy szturmowiec to człowiek, który zna, jak jego mózg zachowuje się pod stresem i potrafi się kontrolować.

🔴Błędy szturmowców to nie drobiazgi.
To nie „no nic, poćwiczymy”.
To właśnie te momenty, które na polu walki decydują: kto wróci do domu, a kto nie.
Szturm to nauka.
To systematyczne przygotowanie, baza fizyczna, umiejętności strzeleckie, zrozumienie taktyki, medycyna, właściwy sprzęt i psychologia.
Jeśli usunąć choć jeden element — system się zawala.
I naszym zadaniem jest, aby każdy, kto przygotowuje się do pójścia naprzód, znał prawdę, a nie bajki."

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: wt 25 lis 2025, 23:46
autor: Ramzan Szimanow
Za niezawodnym Slav Operator.
https://www.facebook.com/share/v/16XWhYSReJ/

Temat który zarówno w armii jak i wśród preppersów leży.
Wykorzystanie ekranów dymnych.
Nie tylko przeciw dronom ale ogólnie w celu zerwania kontaktu i zmniejszenia skuteczności wrogiego ognia.

,,DYM I STRZELBA

Cześć

Dym i strzelba. Dwa proste i tanie środki, które pomagają bronić się przed FPV.
O wykorzystaniu dymów przeciwko FPV czytałem już kilka razy w rosyjskich źródłach, jednak było to omówione w kontekście walki okopowej i obrony przed dronami w ataku na pozycje wroga.

Od jakiegoś czasu po internetach biega film, na którym zadymiono drogę po wykryciu FPV.
Na nagraniu dym raczej nie wypłynął na świadomość sytuacyjną operatora ale... gdyby inaczej położono zaslone to kto wie.
Tak czy inaczej, spadł na ziemię porażony śruciną. (laserową😎)

Dym z racji stosunkowo długiego czasu odpalania rzuca się natychmiast po wykryciu drona lub "profilaktycznie" o ile sytuacja taktyczna na to pozwala.
Oczywiście należy uwzględnić położenie swoich sił, kierunek wiatru i kierunek natarcia drona.

W Polsce jak to w Polsce.
Nadal twierdzi się, że strzelba się nie nadaje, pomimo że obie strony jakoś sobie strzelbami radzą.
Zapewne pojawią się też głosy, że zadymianie również nic nie daje.
Jeżeli robią coś Rosjanie - "buahaha, j*&#&e kacapy,nie działa"
Jeżeli robią coś Ukraińcy - "nie działa"
Jeżeli robią coś Amerykanie " łoooo Panie to musi działać"
No nic... czekamy 😎

Pozdro"

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: śr 26 lis 2025, 14:22
autor: Ramzan Szimanow
Druga część materiału od Slav Operator
https://www.facebook.com/share/p/17KTM1JZRm/

,,PRZYGOTOWANIE CZ.2

Czołem💪

Poniedziałkowy tekst o brakach w przygotowaniu chyba sie wam spodobal, dlatego dzis tekst w podobnym tonie, na swój sposób rozwijający temat z poniedziałku.

Tekst również pojmany z "mordoru".
Opisuje strzelnicowe, modne nawyki oraz sportowe reguły, które nie wytrzymują zderzenia z realiami frontowymi.

Osobiście lubię wschodni mental w podejściu do strzelectwa.
Kładzie nacisk na zupełnie inne inne rzeczy niż robi się to za zachodzie.
Nie twierdzę, że jest lepszy ani, że gorszy.
Jest zwyczajnie inny.
Zdaje mi się, że mniej dogmatyczny.

Generalnie ciekawy tekst pod kątem naszego lokalnego sporu na temat bytu bądź niebytu czegoś takiego jak "strzelectwo bojowe".

Tłumaczone AI ale z całkiem dobrym efektem.

Strzelectwo o zacięciu taktycznym ma się w Polsce dobrze, jednak jest to w większości sport ubrany w multikam.
To świetnie, że strzelamy coraz więcej, angażujemy się w taktyczne zawody i podejmujemy aktywności.
Jest to ogromna wartość dodana i ma duży wpływ na rozwój strzelctwa jako takiego oraz indywidualnych kompetencji.

Tekst jest intrygujący i dobrze.
Warto polemizować z tymi założeniami. Zachęcam wręcz do tego.;)

Tekst:

"Najczęstsze błędy, które były nam wpajane przez ostatnie kilkanaście lat i które popełniamy podczas treningów strzeleckich

🔹Komenda „cel” lub „kontakt”.

Nie wiadomo, po co ją wydawać, niewielu potrafi wyjaśnić, dlaczego ją krzyczy.
Jeśli krzyknąć przed strzałem, dajemy przeciwnikowi możliwość zareagowania.
Jeśli wydajemy komendę po strzale, też nie wiadomo po co.
Przy pierwszym strzale uruchamia się proces reakcji i wszyscy w oddziale zaczynają działać bez komendy „cel”.

🔹Strach przed trzymaniem palca na spuście nawet wtedy, gdy pozwala to szybko zareagować na działania przeciwnika.

🔹Opuszczanie broni zaraz po strzale.

Oddałeś pewną liczbę strzałów i nie kontrolując celu i broni, od razu opuściłeś lufę.
Czasem zdarza się, że nawet trafiając w cel kilka razy, nie eliminujemy całkowicie zagrożenia z jego strony.
Zawsze trzeba być gotowym do oddania kolejnych strzałów, do tego lufa powinna być skierowana na cel, palec na spuście, a wzrok ponad przyrządami celowniczymi.

🔹Włączanie bezpiecznika zaraz po strzale lub, jak niektórzy wymagają, przy opuszczaniu broni w dół. Uzasadnienie jak punkt powyżej.

🔹Strach przed złamaniem kąta bezpieczeństwa 180 stopni.
Stąd wynika niezrozumiałe przemieszczanie się z bronią i psychologiczna gotowość do szukania celu wyłącznie w sektorze na godzinie 12.

🔹Chęć trafienia celu w strefę alfa lub koniecznie w środek masy.

Zamiast strzelać do widocznej części celu, strzelec będzie próbował zobaczyć cały cel, tracąc przewagę, albo strzelać do przeciwnika w kamizelkę kuloodporną, a nie np. w okolice miednicy i nóg.

🔹Strach i brak umiejętności stosowania ognia ciągłego.

Na zawodach zazwyczaj go nie ma, więc nie trzeba go trenować.
Wielu uważa, że ogień pojedynczy całkowicie zastępuje ogień ciągły, co prowadzi do niechęci do rozwijania się w tym kierunku.
Trenowanie wielostrzałów jest trudne, czasochłonne i wymagające.
Do czegoś wynaleziono ogień ciągły.

🔹Psychologiczna niegotowość i brak zrozumienia technik strzelania do zamaskowanych i niewidocznych celów.
Czasem zadanie ogniowe realizuje się bez obserwacji celu.
Zawody wpajają nawyk „nie widzę – nie strzelam”.

🔹Brak psychologicznego postrzegania na treningach strzeleckich tarcz jako rzeczywistych przeciwników i wynikające z tego podejście do prowadzenia ognia.
Strzelec nie postrzega swoich działań jako procesu zadawania śmierci przeciwnikowi, lecz jako element sportowy ze wszystkimi tego konsekwencjami.

🔹Zakończenie strzelania jest przez strzelca odbierane jako zakończenie ćwiczenia sportowego, po którym powinien się rozładować i odpocząć, podzielić się swoimi emocjami z przebiegu ćwiczenia, a nie jako powód do uzupełnienia amunicji, zmiany magazynka i gotowości do dalszego wykonywania zadania.

▫️Wszystkie te błędy są wpajane przez zawody strzeleckie lub przygotowanie do nich i to jest jedna z wad takich wydarzeń.
Nie wspominam nawet o braku oceny poprawności działań uczestników zawodów. Wszystkie działania na zawodach są nastawione na maksymalną szybkość kosztem poprawności i celowości taktycznej.

❗️Należy eliminować te wady podczas wszystkich treningów strzeleckich i zwalczać szkodliwe nawyki.
Jeśli strzelec myśli, że w sytuacji bojowej będzie działał poprawnie, to jest to poważne złudzenie, wszystko zostanie zrobione tak samo jak na treningu.
Starajcie się podchodzić z trzeźwym umysłem i zdrowym rozsądkiem do różnych elementów taktycznych i strzeleckich, nie należy bezmyślnie kopiować czegokolwiek zobaczonego na YouTube lub u jakiejś znanej jednostki, tam też służą ludzie, którzy mogą się mylić i mylić.

❗️Przy tym należy zaznaczyć, że zawody strzeleckie mają ogromną liczbę zalet i nie należy myśleć, że są one bezwartościowe."

Pozdrawiam
Mik."

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: śr 31 gru 2025, 20:36
autor: DominikC
https://www.facebook.com/10005232359094 ... 783905061/

Wrzucam dla zainteresowanych poniżej treść:
Psy wojny
Trzy dni marszu, a tylko 6km, w grupie 5 osobowej, trzy dni ukrywania się przed dronami, nie widzisz wroga w ludzkiej skórze, widzisz tylko jego macki w postaci latających dronów, słyszysz je często, czasami przejdziesz kilometr i jest cicho, a potem 10 metrów zajmuje ci godzinę, bo co 1-2 minuty próbują cie namierzyć, niektóre z nich są bezprzewodowe, a inne jak już cel zostanie potwierdzony przylatują na światłowodzie. Nie używasz detektorów dronów bo nie wiesz, który swój, a który obcy, a te cały czas by informowały o zagrożeniu.
Tu nie ma identyfikacji swój-obcy (ang. identification friend or foe, IFF).
W tej drużynie jest Bartek, ma 23lata, jest Polakiem, od dłuższego czasu walczy, został przydzielony do oddziału taktycznego, niesie na sobie ciężki plecak, granaty dymne i zaczepne oraz meteriały do konstrukcji małej bomby termobarycznej, noktowizje, glocka 19, karabinek szturmowy HK 416, Ukrainiec Pająk ma taki sam zestaw i każdy z nich ma po 15 pełnych magazynków oraz luźny zapas amunicji w plecaku. Pozostała trójka to Brazylijczycy, Rodriguez z machingunem MG5, Nasa z czeskim Brenem i glockiem 19, niósł też granatnik przeciwpancerny AT4, ale wyrzucił go po pierwszym dniu , był zbyt ciężki i spowalniał szybkie przemieszczanie oraz Hector z Brenem i shotgunem na drony.
Przemieszczali się przez teren zurbanizowany, spali pierwszą noc w porzuconym okopie, dwie kolejne w pustych zniszczonych domach, ale znaleźli dodatkowe koce i kołdry, mogli odetchnąć w cieple. Łączność radiowa na małej mocy aby nie siać, ale podstawa to ministarlink
w plecaku i praca na smartfonach między innymi przy użyciu aplikacji kropyva (pokrzywa). Najgorsze uczucie to czekanie pod drzewami i słuchanie drona, który krąży nad tobą jak mechaniczny sęp, nawet wymiana ognia i walka to dużo mniejszy stres, wtedy nie czujesz strachu, wykonujesz robotę instynktownie.
W końcu dotarli do celu, blokowisko, zrujnowanych wielopiętrowców, czyszczenie i sprawdzanie każdego pomieszczenia krok po kroku, rosjanie gdzieś w pobliżu, czasem mieszkanie obok, czasem klatkę schodową dalej, pełne skupienie i dystans między chłopakami to podstawa, spora inwencja rosjan w zastawianiu pułapek nie szczędzi nikogo.
Wchodzą do kolejnego pomieszczenia, Bartek idzie pierwszy, za nim Rodriguez z ciężkim machingunem. Odległy stukot karabinów znika, przestrzeń w ułamku sekundy przechodzi w inny wymiar, błysk, huk, gwizd w uszach, nic nie widać, wszędzie kurz, Bartek miał zdjęte słuchawki aktywne, mówi, że on tak woli, wtedy lepiej rozumie otoczenie, stoi, sprawdza swoją głowę, cała, ręce, całe, nogi krwawią, ale stoi, kurz opada, odwraca się. Rodriguez nie żyje, nadepnął na minę, ruska tmka przeciwczołgowa przerobiona na minę pułapkę, Bartek zabiera jego radio, i biegną do następnego budynku, słyszą drony, ostatkiem sił wpada do wanny za drugą ścianą budynku, mówi, że ma dziwne uczucie w nogach, pozostali chłopcy też ranni, Hector najbardziej.
Co parę minut ruskie drony eksplodują na ścianie budynku, wewnętrzna ścianka łazienki przechyla się przy każdym uderzeniu. Bartek zakłada opaskę zaciskową, wysoko i ciasno, na nodze, która bardziej oberwała. Łączność z bazą, medavac rusza, jednak po godzinie wjeżdża na minę, narazie nie ma szans na ewakuację. Zostaje samopomoc i przetrwanie.
Głowa musi pracować. Robi się zimno i słabo, jest na granicy utraty przytomności, wie że zbyt szybko nie będzie pomocy, rany są ciężkie, ale wszystko wskazuje na to, że żadne duże naczynie nie jest uszkodzone, w jednej nodze otwarte złamanie, a w drugiej złamanie zamknięte. Zdejmuje powoli opaskę, nie krwawi jest dobrze, nogi nie straci, chłopcy pomagają zdjąć mu buta bo stopa strasznie spuchła, Hectoe siedzi pod ścianą, ale ma chyba wewnętrzne krwawienie, rozmawia pół nocy, ale słabnie, umiera. Bartek zabiera od niego papierosy i tak przez 4 dni siedzi i z nim martwym rozmawia, 3 i 4 dnia smród ciała nieżyjącego kolegi jest nie do wytrzymania, do tego nie da się przyzwyczaić. Dwoje pozostałych żołnierzy jest w innych pokojach.
Cztery dni nasłuchiwania, gdzieś w oddali słychać rosjan, podejmują ataki dronami na nich, ale o dziwo żaden nie wleciał przez wybite okno, rosjanie też nie podjęli szturmu na nich, co jakiś czas intensyfikowali tylko ataki fpv.
Zimno, rany zalane strupami, nie można spać, eksplozje i ból nie pozwala.
Po czterech dniach, trójka która przeżyła, przedostaje się przy pomocy innego oddziału do blisko położonej ziemianki, przez kolejne 7 dni drony zrzucają chłopakom antybiotyki, wodę i jedzenie. Jednak Bartek nie może jeść, boli go bardzo brzuch i klatka piersiowa.
Dopiero po 11 dniach, kiedy przyszła mgła, (jedyna możliwość kiedy drony nie są groźne to mgła i silny wiatr), casevac podjął udaną próbę ewakuacji zespołu.
Bartek, diagnoza- połamane kości w nogach, w tym złamanie otwarte, złamane żebra, wiele ran powierzchniowych, jeden odłamek wszedł pod pachą i zatrzymał się w żołądku, jeden obok kolana, pozostałe zatrzymały się na kamizelce oraz na pełnych magazynkach przypiętych z boku. Po przejściu dwóch operacji Bartek wraca do służby, wczoraj nasz zespół odebrał go ze szpitala i odstawił do jednostki, minęły dwa miesiące od zdarzenia, narazie zajmie się szkoleniami rekrutów, zanim się w pełni zrehabilituje.
Bartek w lipcu bieżącego roku brał udział w moim szkoleniu z medycyny pola walki, które przeprowadziłem w jego jednostce.