Te wytyczne wchodziły gdy ja już odchodziłem z MON i po prostu niezbyt mnie interesowały.
Teraz mając trochę czasu się w to wgłębiłem.
"Trzymajmy się RAMY bo się posramy."
Są po prostu gniotem.
Skupienie się postawie strzeleckiej stojąc jako domyślnej.
Przy poprzednich wytycznych domyślna była minimalizacja swojej sylwetki narażonej na ogień przeciwnika, dlatego postawę stojąc traktowano po macoszemu.
Opisując ją jako używaną do strzelania z głębokiego okopu, na nartach i strzelań przeciwlotniczych.
Bo celem było wpojenie nawyku obsługi broni w jak najniższej pozycji.
Z punktu widzenia żołnierza bardzo dobrego nawyku.
Najgorszy możliwy sposób strzelania zza niskiej przeszkody pokazując swój łeb na tle nieba jest opisany jako poprawny bez zaznaczenia zagrożeń.
I co gorsza jeszcze występuje w przekombinowanym wariancie na boku który zwiększa ekspozycje strzelca na ogień przeciwnika utrudniając samemu strzelcowi prowadzenie skutecznego ostrzału.
Znając MON opisana jako pierwsza metoda wymiany magazynka w karabinku w postawie leżąc na plecach będzie (jest) traktowana jako domyślna.
Bo jest pierwsza.
Zbędna kontrola prawej strony broni po taktycznej zmianie magazynka. Czyli z nabojem w komorze, broń strzelała i czemu miałoby się stać coś wymagającego takiej?
Autor po prostu przepisał wytyczne z awaryjnej zmiany magazynka zapominając to wyciąć (?!)
Udziwniona obsługa kbk Beryl wynika tu chyba z tego samego.
Wklejanie już napisanego schematu jak najmniej go modyfikując, byleby mniej stukać w klawiaturę a wierszówka była.
Co jest zwłaszcza zgubne przy ocenianiu nie tylko efektywności wykonania zadania ogniowego a czy ruchy są dokładnie takie jak przewiduje instrukcja.
W specyfice tej instytucji oznacza to stworzenie nowej odmiany musztry paradnej.
Tak jak jest z musztrą, cwaniacy wykują na blachę kilka przypadkowych ćwiczeń z tych rozwlekłych instrukcji i będą z nich w nieskończoność maglować podkomendnych.
By zbyt nie przeciążać głowy ale skutecznie sprawiać wrażenie profesjonalistów przed swoimi przełożonymi.
Z tej baletowej manii twórcy wynika też przekombinowany sposób przekładania broni na drugie ramię.
Zamiast choć wspomnieć najpraktyczniejszy, szybkiego przełożenia na drugie nie przekładając rąk jest długa i chronologiczna instrukcja zmiany postawy strzeleckiej na będącą odbiciem o 180 stopni razem z przestawianiem nóg.
Gdyby tylko dynamiczne czyszczenie budynków wymagające przekładania karabinka z ramię na ramię dawało czas na takie taneczne kroki i figury które sprzyjając zaplątaniu w pas nośny broni...
W jednym z miejsc idzie znaleźć zalecenie by szkolenie strzeleckie zaczynać od broni krótkiej.
Twórca chyba zapomniał dla jakiej formacji te instrukcje pisze, choć kawałek dalej sam zauważa że przecież nie cały personel wojskowy ma taką wydawaną.
Może chodzi mu tu o specyfikę szkół oficerskich?
Też zabawne bo broń krótka najwięcej wymaga od nadzorującego kursantów którzy mają różny poziom.
Co ciekawe, w paru miejscach idzie znaleźć wzmianki że autor wykombinował swój "system" właśnie od broni krótkiej zaczynając i potem modyfikując go na karabinki.
Sporo to tłumaczy...
Poza rzeczami wyżej wymienionymi fakt że najwyraźniej zapomniał że wojskowy karabinek automatyczny i pistolet maszynowy ma możliwość ognia ciągłego, krótkimi lub długimi seriami.
Praktyka unoszenia lufy pod kątem przy zmianie magazynka na pewno będzie skutkować przypadkowymi strzałami z pociskami padającymi poza wały strzelnicy.
Niestety, szkoleni są o różnym stopniu koordynacji ruchowej, kulturze technicznej i przytomności umysłu.
Wobec niewielkich odległości strzelania w opisanych ćwiczeniach groteskowe są narzekania autora na jakość standardowej wojskowej amunicji i nadzieje że rozpowszechniać się będzie cywilna bo "na takiej trenują specjalsi".
Gdzie średniej klasy cywilna czasem wcale nie jest lepsza pod względem osiąganych skupień od wojskowej nadwyżki mającej kilkadziesiąt lat.
A zasady obrotu materiałem wojennym w wojskowej logistyce są autorowi tych instrukcji najwyraźniej całkowicie obce.
Jakąś wartość zawiera jedynie opis strzelania na resecie, dupletami i trypletami oraz przenoszenia ognia z celu na cel.
To ostatnie pod warunkiem pamiętania by na tak bliskiej odległości nie ustawiać ich zbyt wiele.
Tarcze strzeleckie nie odpowiadają ogniem.
Ilu sami zdążymy skutecznie ostrzelać zanim któryś z pozostałych odda celny strzał w naszym kierunku?
"Mężczyzna musi znać swoje ograniczenia."
W tym wypadku ile celów damy radę realnie porazić zanim lepiej będzie schować się za osłonę żeby samemu nie oberwać.
Oraz że ogień długimi seriami i "poszerzany/posiewany" jednak ma swoje zastosowanie w broni wojskowej.
Ogółem, nie myślałem że kiedyś będę stawał w obronie starych "betonowych" Metodyk Szkolenia Ogniowego.
Z swojego doświadczenia widzę że jednak są jednak o wiele bardziej "życiowe" i przemyślane jak te twory.
A najwięcej krytykowane były te ich elementy gdzie po prostu uproszczenia szkoleniowe sprawiły że zapomniano pierwotny sens danych ćwiczeń nie potrafiąc go uzasadnić.
Co zmieniło spójny i logiczny system w zbiór "rytuałów" niezrozumiałych nawet przez ich uczących.