Ręczne narzędzia do warsztatu Przygotowanego
: pn 14 wrz 2026, 21:54
Czołgiem ferajna!
Temat siedzi mi w głowie od dłuższego czasu, ale życie (i brak twórczości)... Pogoniły mnie dni płodne po Urodzinach Pana Borsuka, czy raczej natchnęło to wszechobecne webasto
Nie deprecjonuje, ani nie skaluje jakości narzędzi ręcznych w stosunku do elektrycznych, czy spalinowych. Żyjemy jednak w czasach, które już z wolna pokazują, iż zmierzamy w stronę upadku. Ceny paliw na stacjach, ceny prądu w regularnie dostarczanej fakturze powinny dawać do myślenia. Lektura książki, którą poznaję dzięki uprzejmości @mar_kow Piero San Giorgio "Przetrwać upadek cywilizacji i przeżyć. Praktyczny przewodnik" także nawiązuje do sedna sprawy o jakiej chcę tutaj napisać. O ile mechanizmy napędzane energią elektryczną lub paliwem, zaoszczędzają nam czas i zdrowie (i czasami nerwy - choć nie zawsze), nie powinniśmy zapominać o, he he, analogowych odpowiednikach, z których powstały obecne, zelektryfikowane narzędzia. I tutaj część z czytających zapewne jest z roczników, które uczyły się, bądź świadomie i z przeszkoleniem używały takowych (to raczej nie jest wpis dla Was, chyba że w formie przypomnienia), a wpis dla posiadaczy "młodszego" PESELa, aby zobaczyli, że w ogóle istnieją ręczne narzędzia do wielu prac warsztatowych. Świadomość ich istnienia, to jedno. Ważniejszym jest, aby nauczyć się ich obsługi. Teraz. Dopóki prąd jest w gniazdkach i dopóki stać nas na opłacanie rachunków. Nauka może być i często bywa bolesna, nawet dosłownie (kto się przeciął żelazkiem od struga, na pewno rozumie), zatem lepiej ją podjąć obecnie.
W tym wpisie zaprezentuję kilka ręcznych narzędzi, głównie do drewna. Sam wpis ma być wprowadzeniem do innego tematu, jakim będą porady warsztatowe z użyciem wielu zapomnianych już "podstępów". Czyli "tipsów"
Zapraszam do lektury, merytorycznego biczowania, jak i uzupełniania tematu, gdyż raczej dzisiaj nie wyczerpię zasobów - chociażby z braku zdjęć do wszystkich urządzeń. Dzisiaj sprawa wiertarki...
1. Wiertarka ręczna
Mamy tutaj do czynienia z polską wiertarką (po lewej), oraz poniemiecką (po prawej). Korzystanie z tej pierwszej może być znane szerszej publiczności
Trzeba się ciut przestawić w używaniu jej, gdyż jedną ręką dociskamy od góry, a drugą kręcimy - zataczamy okręgi wokół osi wiertła. Sztuka trudną nie jest, jednak wymaga ćwiczeń, aby opanować korzystanie z narzędzia. Poniemiecka jest bajecznie prosta: dociskamy od góry i trzymamy za drewniany i nagwintowany element, widoczny na zdjęciu, który przesuwa się wraz z naszą dłonią na osi góra-dół. Banalnie prosta, jednak nie trwała. Drewniany element, choćby i z dębiny, z czasem się wyrabia i weź człowieku dorób sam. Ale jako ciekawostka myślę że warto ją zaprezentować. Nie gmerałem w historii narzędzi, aby określić okres, w jakim była wykorzystana - do samodzielnych wyszukiwań zapraszam szanownych Czytelników. Jeśli kiedyś posługiwano się takim modelem, znaczy że działał.
Po lewej wiertarka angielska, nome omen Stanley, oraz wiertarka niemiecka. Do tej drugiej podobna była polska wiertarka, tyle że w obudowie. Podobna poprzez posiadanie stalowej kolby, którą można było wykorzystać do zaparcia się ciałem, aby zwiększyć siłę nacisku. W przypadku rękojeści a'la dłuto (jak w prezentowanym Stanley'u), nacisk nie jest tak wygodny, ale możliwy. Kwestia wprawy.
Wszystkie zaprezentowane modele można wykorzystać jako wiertarki ręczne do drewna jak i metalu czy cegieł/ścian - kwestia wiertła. Wszystkie posiadają futerko, w którym takowe wiertło można zamocować. Dla mnie są ciekawostką jak i alternatywą na gorsze czasy. Przy czym osobiście nie dysponuje wszystkimi tutaj zaprezentowanymi modelami, moją własnością są jedynie dwie wiertarki - polska i angielska. Jeśli mam czas - a zdarza się to cholernie rzadko - sięgam po nie. Jest jeden patent związany z wiertarką ręczną, polską lub tą z kolbą - otóż można się nieźle zaprzeć i wykręcać nią zapieczone śruby. Tego nie zawsze potrafi elektryczne narzędzie. Nie musicie wierzyć, spróbujcie sami
Dość na dziś... Widzimy się w kolejnych odcinkach.
Temat siedzi mi w głowie od dłuższego czasu, ale życie (i brak twórczości)... Pogoniły mnie dni płodne po Urodzinach Pana Borsuka, czy raczej natchnęło to wszechobecne webasto
Nie deprecjonuje, ani nie skaluje jakości narzędzi ręcznych w stosunku do elektrycznych, czy spalinowych. Żyjemy jednak w czasach, które już z wolna pokazują, iż zmierzamy w stronę upadku. Ceny paliw na stacjach, ceny prądu w regularnie dostarczanej fakturze powinny dawać do myślenia. Lektura książki, którą poznaję dzięki uprzejmości @mar_kow Piero San Giorgio "Przetrwać upadek cywilizacji i przeżyć. Praktyczny przewodnik" także nawiązuje do sedna sprawy o jakiej chcę tutaj napisać. O ile mechanizmy napędzane energią elektryczną lub paliwem, zaoszczędzają nam czas i zdrowie (i czasami nerwy - choć nie zawsze), nie powinniśmy zapominać o, he he, analogowych odpowiednikach, z których powstały obecne, zelektryfikowane narzędzia. I tutaj część z czytających zapewne jest z roczników, które uczyły się, bądź świadomie i z przeszkoleniem używały takowych (to raczej nie jest wpis dla Was, chyba że w formie przypomnienia), a wpis dla posiadaczy "młodszego" PESELa, aby zobaczyli, że w ogóle istnieją ręczne narzędzia do wielu prac warsztatowych. Świadomość ich istnienia, to jedno. Ważniejszym jest, aby nauczyć się ich obsługi. Teraz. Dopóki prąd jest w gniazdkach i dopóki stać nas na opłacanie rachunków. Nauka może być i często bywa bolesna, nawet dosłownie (kto się przeciął żelazkiem od struga, na pewno rozumie), zatem lepiej ją podjąć obecnie.
W tym wpisie zaprezentuję kilka ręcznych narzędzi, głównie do drewna. Sam wpis ma być wprowadzeniem do innego tematu, jakim będą porady warsztatowe z użyciem wielu zapomnianych już "podstępów". Czyli "tipsów"
1. Wiertarka ręczna
Mamy tutaj do czynienia z polską wiertarką (po lewej), oraz poniemiecką (po prawej). Korzystanie z tej pierwszej może być znane szerszej publiczności
Po lewej wiertarka angielska, nome omen Stanley, oraz wiertarka niemiecka. Do tej drugiej podobna była polska wiertarka, tyle że w obudowie. Podobna poprzez posiadanie stalowej kolby, którą można było wykorzystać do zaparcia się ciałem, aby zwiększyć siłę nacisku. W przypadku rękojeści a'la dłuto (jak w prezentowanym Stanley'u), nacisk nie jest tak wygodny, ale możliwy. Kwestia wprawy.
Wszystkie zaprezentowane modele można wykorzystać jako wiertarki ręczne do drewna jak i metalu czy cegieł/ścian - kwestia wiertła. Wszystkie posiadają futerko, w którym takowe wiertło można zamocować. Dla mnie są ciekawostką jak i alternatywą na gorsze czasy. Przy czym osobiście nie dysponuje wszystkimi tutaj zaprezentowanymi modelami, moją własnością są jedynie dwie wiertarki - polska i angielska. Jeśli mam czas - a zdarza się to cholernie rzadko - sięgam po nie. Jest jeden patent związany z wiertarką ręczną, polską lub tą z kolbą - otóż można się nieźle zaprzeć i wykręcać nią zapieczone śruby. Tego nie zawsze potrafi elektryczne narzędzie. Nie musicie wierzyć, spróbujcie sami
Dość na dziś... Widzimy się w kolejnych odcinkach.